czwartek, 31 grudnia 2015

Najlepsze z najlepszych, czyli książki 2015 (cz. I)




Coś się kończy, coś zaczyna. Dziś żegnamy rok 2015, witamy 2016. To czas nie tylko szampańskiej zabawy, ale też podsumowań tego, co było, postanowień dotyczących tego, co będzie. Moim noworocznym postanowieniem jest założyć własny blog poświęcony książkom – co właśnie czynię, tym samym dopełniając jednego z postanowień. I zaczynam w sposób chyba nietypowy, bo od czytelniczego podsumowania roku 2015. W końcu czytam nie od teraz, a takie zestawienie pomoże mi samej spojrzeć na chwilę wstecz, na swoje czytelnicze zachwyty i odkrycia mijającego roku. I nie będą to koniecznie książki wydane w roku 2015, ale książki, które w roku 2015 wpadły mi w ręce i które z wypiekami na twarzy pochłaniałam. Zaczynamy. Dziś część pierwsza zestawienia: literatura piękna polska i obca. Jutro: literatura non-fiction i sensacja.





LITERATURA POLSKA 






Anna Janko, Mała zagłada   
Bardzo intymna, osobista powieść utkana z relacji córki z matką. To w tej samej mierze tragiczna historia matki okrutnie doświadczonej przez wydarzenia II wojny światowej co historia tego drugiego pokolenia, również naznaczonego piętnem wojennych wydarzeń – o ranie, która się nie zabliźnia, a wciąż krwawi. Uniwersalna w swoich pytaniach o źródło zła,  wartości, kondycję człowieka i świata. Czytałam ze ściśniętym gardłem.

 



 Jakub Małecki, Dygot
Wielkie pozytywne zaskoczenie, będące jednocześnie moimi pierwszym spotkaniem z tym polskim autorem. Obiecującym spotkaniem. Niezwykła saga rodzinna. Dzieje dwóch rodzin splecionych ze sobą w piękny sposób opisane od czasów przedwojennych, przez II wojnę, czasy ponurego PRL-u do współczesności. Nad historią dominują losy dwojga odmieńców: chłopaka albinosa i poparzonej dziewczyny, dlatego to w dużej mierze powieść o inności, wykluczeniu. Proza bardzo klimatyczna, hipnotyzująca, swoista mieszanka realizmu i magii, wymyka się jednoznacznemu odczytaniu i prostym klasyfikacjom. Naprawdę wyjątkowa. 




Piotr Adamczyk, Dom tęsknot 
Ubolewam, że książka nie zyskała należnego rozgłosu, bo to piękna proza skreślona pięknym, literackim językiem. Adamczyk snuje miłosną opowieść, osadzając ją w powojennym, poniemieckim Wrocławiu. Historia jednej poniemieckiej kamienicy i jej mieszkańców to także historia całego poniemieckiego Wrocławia z jego uprzedzeniem, troskami, problemami dnia codziennego. Jak to się czytało! Z wypiekami i emocjami wypisanymi na twarzy.