piątek, 22 stycznia 2016

"Ja nie jestem Miriam" - Majgull Axelsson


Majgull Axelsson

Ja nie jestem Miriam

Wydawnictwo W.A.B.

2015

stron: 480

5/6



W więzieniu własnej pamięci

Dla niecierpliwych (tl;dr)
Wszystko zaczyna się od zupełnie przypadkowego wyznania: Ja nie jestem Miriam, które pada z ust 85-letniej bohaterki. To spowoduje, że pod naciskiem wnuczki staruszka zdecyduje się otworzyć przed nią serce i mierząc się z demonami przeszłości, zdradzić sekret tak skrzętnie ukrywany przed światem przez kilkadziesiąt lat. Przywołując bolesne wspomnienia, będzie snuć opowieść o swoich wojennych i powojennych doświadczeniach: o Auschwitz, Ravensbrück, o bliskich, których straciła w dramatycznym okolicznościach. O tym, jak stała się tym, kim jest. Będzie to przede wszystkim przejmująca opowieść o niemocy zapomnienia, o walce z widmami przeszłości, o strachu i wstydzie – jakie główna bohaterka nosiła w sobie przez całe niemal życie: każdego dnia, miesiąca, roku. Mocna, kipiąca od emocji, ale nieuderzająca w tkliwe tony proza. Warto.


Dla dociekliwych
Majgull Axelsson – ta pisarka stała się już specjalistką od wygrzebywania ze zbiorowej niepamięci Szwedów tematów nader nieprzyjemnych i niewygodnych dla jej rodaków. Jej powieści są bowiem niczym wyrzut sumienia, a sama Axelsson jest głosem sumienia, który przypomina w swoich książkach o takich niechlubnych kartach z historii swego narodu, o których nie powinno się nigdy zapomnieć, choć pewnie chciałoby się bardzo. Nie inaczej jest w przypadku powieści „Ja nie jestem Miriam”, dla której punktem wyjścia było obowiązujące aż do 1954 roku prawo zakazujące romskiej społeczności imigracji na tereny Szwecji. W stosunku do tej grupy Szwedzi byli wyjątkowo nietolerancyjni i w ich postawie dominowało przede wszystkim pełne uprzedzeń spojrzenie rasistowskie. Romowie, którzy jednak żyli w Szwecji, nie mieli lekko, bo żyli w ciągłym zagrożeniu prześladowaniami. 10 lat po pogromie ludności żydowskiej, który do historii przeszedł pod nazwą nocy kryształowej, w roku 1948 na ulicę spokojnej szwedzkiej miejscowości Jönköping wylegli mieszkańcy, by dokonać pacyfikacji miejscowego obozu cygańskiego. To był ten kontekst historyczny i społeczny, który kazał pisarce pochylić się nad tematem, czyniąc zeń problem swojej najnowszej powieści i ubierając go w kostium fikcji literackiej.



Miriam w dniu swoich 85 urodzin oznajmia zdumionej rodzinie, że tak naprawdę niej jest Miriam. Skonsternowani najbliżsi z niepokojem myślą o demencji. Tymczasem wnuczce kobiety, Camilli,  udaje się namówić ją na zwierzenia. Podczas długiego spaceru dziewczyna staje się powierniczką nie tylko najgłębiej skrywanego sekretu babci, ale też wielu wstrząsających faktów z jej życia. Camilli - z przerażeniem rysującym się na twarzy -wysłuchać przyjdzie bolesnych opowieści o Auschwitz i Ravensbrück, o kuzynce Anuszy, małym braciszku Didim, przyjaciółce Else. O tym, jak któregoś dnia z romskiej dziewczynki Maliki stała się żydowską dziewczyną Miriam i pozostała nią przez resztę swojego życia. O tym, jak po wojnie trafiła do Szwecji… O kilkudziesięciu latach ukrywania się pod obcą tożsamością i życiu w strachu, że któregoś dnia jej sekret wyjdzie na jaw… O pogardzie, strachu, wstydzie, kłamstwie,  wykluczeniu i widmach przeszłości. O pamięci, mimo że tak bardzo chciałoby się zapomnieć.

Axellson prowadzi swoją narrację w sposób – wydawałoby się na pierwszy rzut oka – nieuporządkowany. Teraźniejszość miesza się oczywiście z ewokacjami przeszłości, ale ta przeszłości nie jest opowiadana w sposób chronologiczny. Miriam-Malika pamięta nadzwyczaj wiele z tragicznych momentów, których doświadczyła lub była świadkiem. Jednak to wydobywanie wspomnień z pamięci jest chaotyczne. I dobrze – bo to odpowiada ludzkiej pamięci z jednej strony, z drugiej do opowieści o największej traumie – a ta związana jest z braciszkiem – najdłużej przyjdzie się bohaterce przygotować.

Oczywiście mamy tutaj dramatyczny obraz obozowej walki o przetrwanie, zezwierzęcenia i upadku człowieczeństwa: najpierw w Auschwitz, potem w Ravensbrück. Bez obaw – mimo że pisarka kreśli go w sposób bardzo wiarygodny, dbając o szczegóły, nie popada w tony melodramatyczne, tkliwe czy pełne patosu. Mimo że pisze w sposób gęsty od emocji, to jednak wyważony, nieprzesadzony.  Natomiast w całym tym wojennym doświadczeniu bohaterki nie znajdzie czytelnik jakiegoś nowego tonu, nowego aspektu, o którym czytelnik mógłby powiedzieć: tego jeszcze nie było, to zupełnie nowy punkt patrzenie. Nie, tego nie mogę powiedzieć.

Zdecydowanie ciekawszy jest inny aspekt powieści. Ten, który dotyczy tożsamości bohaterki. Przez kilkadziesiąt lat Miriam ukrywała się przecież pod cudzą tożsamością. Cudze było nie tylko imię, ale przecież także korzenie kulturowe. Jako Romka była (po wojnie byłaby nadal) pogardzana, zgodnie ze stereotypem uznawana za brudaskę i złodziejkę. Nowa tożsamość dała jej szansę na bycie godnym człowiekiem. Opłaciła to jednak spokojem, nie tylko sumienia. Każdy dzień, miesiąc, rok mijał na pilnowaniu się, byciu niemal przeźroczystą, niewidoczną, byleby tylko nic nie zdradziło jej sekretu. Na zewnątrz – grzeczna, ułożona, taktowana gospodyni domowa, żona, sąsiadka. W środku każdego dnia w samotności przeżywająca dramat, skazana na walkę z demonami przeszłości, obrazami, od których nie może się uwolnić (ujadający pies sąsiada przywodzi na myśl obozowe owczarki niemieckie). Choć bardzo z tym walczy – przeszłość zawsze w jakiś sposób o sobie przypomina. Miriam trwa zawieszona między jawą a snem, między jedną tożsamością a drugą: czy jest jeszcze Miriam czy może już Maliką? I która to ta prawdziwa.

Powieść Axellson to też ważny głos w sprawie polityki jej ojczyzny wobec innych nacji. Przecież gdyby nie uprzedzenia, prześladowania, prawo dyskryminujące niektóre grupy, Miriam nie musiałby udawać kogoś, kim się nie urodziła. „Cyganie, wiadomo, co ta za jedni…” – jak refren wybrzmiewać będzie w jej życiu. Wiadomo: nierób, złodziej, żebrak, brudas. To krzywdzące, stereotypowe spojrzenie każe wyrzec się bohaterce swoich korzeni, swojej tożsamości. Czy będzie to jednak możliwe?

„Ja nie jestem Miriam” – to z pewnością bardzo dobra powieść. Mimo że Miriam nie jest postacią wzorowaną na konkretnej osobie, a po prostu emanacją wyobraźni samej autorki, to udało się Axelsson stworzyć postać z krwi i kości, której dramatyczne losy (tak wojenne, jak i powojenne) nie pozostawiają czytelnika obojętnym. Pisarka nie uderza przy tym w tkliwe i łzawe tony. Nie epatuje okrucieństwem. Koncentruje się raczej na świecie intymnym bohaterki, na świecie jej emocji i doznań i tę  psychologiczną głębię czuć. Naprawdę warto!


Bookowska


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz