niedziela, 31 stycznia 2016

"Pokój" - Emma Donoghue


Emma Donoghue

Pokój

Wydawnictwo Sonia Draga

2016 (wydanie II)

stron: 408

4+/6




Świat w czterech ścianach zamknięty


Dla niecierpliwych (tl;dr)

Powieść inspirowana prawdziwymi zdarzeniami: historią porwanej Nataschy Kampusch czy Elizabeth Fritzl, która przez ponad 20 lat była więziona przez swojego ojca, rodząc mu w tym czasie kolejne dzieci. „Pokój” to opowiedziana ustami pięcioletniego chłopca historia jego, jego mamy i Pokoju, który jest całym jego światem – innego nie zna, bo urodził się w tym więzieniu. Niezwykłość tej historii rodzi się z przyjęcia dziecięcej perspektywy – naiwności, czułości, dociekliwości z jednej strony, językowej nieporadności pełnej gramatycznych błędów, przekształcanych słów czy neologizmów z drugiej strony. Narracja w największym stopniu buduje tę powieść. Otrzymujemy historię, która naprawdę zapada gdzieś głęboko w pamięć, zostawiając w niej ślad na długo. Natomiast  niekoniecznie – a po takiej historii oczekiwalibyśmy tego – wywołuje lawinę emocji, rozdziera serce. Mimo tego i niektórych mało prawdopodobnych rozwiązań fabularnych - warto. Naprawdę warto.
 

Dla dociekliwych
Jest w tej książce coś niezwykłego. Wiedząc, co będzie jej tematem, spodziewałam się, że zmiażdży mnie emocjonalnie, że złamie mi serce, poruszy każdy  nerw. Tak, spodziewałam się, że wyleję podczas lektury morze łez. Tymczasem tak się nie stało. Natomiast po przeczytaniu powieść wdziera się gdzieś głęboko w serce i umysł, zostawiając tam mocny ślad i nie pozwalając o sobie zapomnieć.

Jest ich dwoje: dwudziestosześcioletnia Mama i pięcioletni syn Jack. Ich całym światem jest Pokój – prowizoryczne pomieszczenie o wymiarach kilka metrów na kilka, w którym są więzieni przez bezdusznego człowieka nazywanego przez nich Stary Nick. To on porwał siedem lat wcześniej i uwięził dziewczynę. Jack urodził się już w Pokoju, nie zna innego świata poza tymi czterema ścianami. A Mamie coraz trudniej utrzymać w tajemnicy istnienie tego świata poza Pokojem – chłopiec dorasta, jest ciekawski  i zadaje coraz więcej pytań. Tymczasem przez te kilka lat Mama, chcąc oszczędzić synowi bolesnych faktów na temat ich sytuacji, ukrywała prawdę na ten temat, na temat świata, ludzi. Piąte urodziny Jacka to pretekst nie tylko do rozpoczęcia odkłamywania rzeczywistości, tym bardziej że Pokój robi się coraz bardziej ciasny dla tej dwójki.

Historię syna i jego matki poznajemy z ciekawego punktu widzenia – z perspektywy pięcioletniego chłopca. To on jest narratorem w tej powieści. Być może dlatego, jeśli byłam wstrząśnięta, to tylko pozaksiążkowo, bo przez cały czas byłam świadoma tej prawdy, która nie została dana chłopcu. Dla Jacka rzeczywistość Pokoju to oczywistość, żadnej innej rzeczywistości nie zna, nie ma w ogóle pojęcia, że może być inaczej, że można żyć inaczej. Nie boli go, że nie jeździ na rowerze, że nie bawi się z innymi dziećmi, że nie buduje zamków z piasku, że nie zajada się lodami – nie ma pojęcia, że tak można. Dlatego w jego opowieści nie ma ani rozpaczy, ani nawet smutku, żadnego przerażenia z powodu strasznej sytuacji, w jakiej się znajdują matka z synem. To przerażenie rodzi się w nas, bo my wiemy to, o czym pojęcia nie ma chłopiec.




Dostaniemy tutaj raczej dobrze, wiarygodnie przez autorkę oddane dziecięce spojrzenie na rzeczywistość: językowa nieporadność, niegramatyczność wypowiedzi, wymyślanie własnych słów z jednej strony, z drugiej natomiast dociekliwość i naiwności. Użyłam słowa raczej, gdyż w kilku momentach zdarzyło się, że autorka włożyła w usta chłopca słowa, których znajomość w tym wieku jest raczej nieprawdopodobna – a mamy do czynienia z chłopcem, któremu czasem brakuje słów na nazwanie naprawdę podstawowych rzeczy. Jest to pewna niekonsekwencja, która jednak niespecjalnie zaburza całościowe spojrzenie na opowieść.

Dla Jacka Pokój i Mama to cały jego świat. I odwrotnie – dla kobiety Jack i Pokój to cały jej świat.  Tylko ona nosi w sobie pamięć swojego życia sprzed Pokoju. Gdyby nie pojawienie się Jacka pewnie dawno oszalałaby. Pojawienie się chłopca dało jej siły do przetrwania. Każdy kolejny dzień to walka o zapewnienie chłopcu godnego (prze)życia, o zapewnienie jakiejś namiastki normalności w tym nienormalnym położeniu. W tym sensie powieść jest pięknym świadectwem matczynej miłości, oddania i poświęcenia. Takiego bez granic.

 O wiele mocniejsza, bardziej przejmująca jest jednak druga część powieści – „Nazewnątrz”. Wyobraźcie sobie bowiem ten moment, kiedy naszemu kilkuletniemu bohaterowi przyjdzie zmierzyć się z tym, co na zewnątrz Pokoju. Wszystko wokół dziwi i przeraża, jest nowe i w związku z tym – niebezpieczne. I dotyczy rzeczy, które dla nas są oczywistością. Tymczasem chłopiec nigdy nawet nie miał butów na nogach, przerażenie wywołują krople deszczu i powiew wiatru (w końcu nigdy nie był na świeżym powietrzu), chłopiec boi się postawić nogę na trawie, która wydaje się być zielonymi szpileczkami, nie potrafi chodzić po schodach. I ludzie, tyle twarzy – tymczasem do tej pory była tylko Mama, no i czasami Stary Nick, przed którym Mama chowała syna w szafie. Chłopiec gubi się w tym Nazewnątrz. Tych Nazewnątrz jest w końcu mnóstwo: na zewnątrz domu, szpitala, sklepu. Choć to straszne, nie dziwi tęsknota Jacka do Pokoju: tam czuł się bezpiecznie, wszystko było ponazywane, oswojone, była Mama, która otaczała miłością i dawała poczucie bezpieczeństwa. Tutaj świat przeraża, w dodatku Mama robi się Nieobecna. O ile bowiem w pierwszej części Mama jawi się nam jako osoba niemal bez skazy, niepozwalająca sobie nawet na chwile słabości, wszystko bezwzględnie podporządkowująca synowi, oddająca się chłopcu z najwyższym poświęceniem, o tyle Nazewnątrz z innych powodów przerasta także ją. I dopiero w tej części daje się poznać jako kobieta z krwi i kości, popadająca w niemoc, słaba, bez siły do dalszej walki. A przez to bardziej prawdziwa i wiarygodna. Konfrontacja ze światem jest bolesna i trudna  i dla chłopca, i dla jego Mamy. Przed jednym i drugim długa droga do normalności.

Zdecydowanie największym atutem powieści jest pierwszooosobowa narracja, oddanie głosu pięcioletniemu Jackowi. To czyni książkę niepowtarzalną i przejmującą. Paradoksalnie bardziej wzruszająca i porażająca jest ta część, która jest opowieścią o Nazewnątrz. Z punktu widzenia czytelnika – niezwykłe doświadczenie, bo straszniejsza od opowieści o więzieniu jest opowieść o wolności. To pokazuje jednak, jak bardzo świat głównego bohatera jest światem odwróconym, jak bolesne będzie budowanie normalności w prawdziwym świecie. Pytanie, czy będzie to w ogóle możliwe, pozostawiam jako pytanie otwarte. Przed bohaterami trudna i długa droga.

„Pokój” nie jest powieścią pozbawioną mankamentów. Choć autorka dbała o realizm historii, to nie udało się jej uniknąć niewiarygodnych rozwiązań fabularnych.  Z pewnością od samej historii uwięzienia ciekawsze było wyjście Jacka z Pokoju i jego konfrontacja z otaczającym, nieznanym światem. Włożenie całej opowieści w usta pięciolatka – choć wydaje się zabiegiem ryzykownym -  w ogólnym rozrachunku najbardziej broni całą powieść. I choć „Pokój” nie wywołał we mnie oczekiwanych emocji, jest dobrą powieścią, z pewnością wartą uwagi. Mimo że nie zmiażdżyła mnie emocjonalnie, nie mogę przestać myśleć o Jacku, jego Mamie, Pokoju i Nazewnątrz. Bez względu na emocje, jakie wywołuje lub jakich nie wywołuje, „Pokój” zostawia ślad w pamięci.


Bookowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz