niedziela, 10 stycznia 2016

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” – Swietłana Aleksijewicz




Swietłana Aleksijewicz

Wojna nie ma w sobie nic z kobiety

Wydawnictwo Czarne

2015

e-book

6/6




To nie jest kobieca sprawa – nienawidzić i zabijać


 Dla niecierpliwych (tl;dr)

Aleksijewicz daje nam porażający obraz wojennej rzeczywistości. Oddaje głos setkom kobiet, weterankom II wojny światowej, które dzielą się swoimi bolesnymi wspomnieniami. Historie opowiadają sanitariuszki, lekarki, ale też zwykłe żołnierki: czołgistki, saperki, szeregowcy. Przez lata ich wojna była zupełnie zapominania, wyrzucona na śmietnik historii. Wojna to w końcu rzecz męska. Aleksijewicz, oddając głos tym wcześniej niewysłuchanym, kreśli zupełnie nowy obraz wojny, wojny widzianej oczyma kobiety: porażający, wstrząsający, nieoderwany od biologii czy fizjologii. Straszny. Mocny, bezkompromisowy reportaż, który przyjdzie czytelnikom odchorować.

Straszne są wspomnienia, ale nie wspominać - to jeszcze straszniejsze.  *

 

Sanitariuszka ratująca rannego żołnierza, 1943. Źródło za: Wysokie Obcasy



Dla dociekliwych

Jej celem było napisać taką książkę o wojnie, żeby niedobrze robiło się na myśl o niej, żeby sama ta myśl była wstrętna. Szalona.  Interesowały ją jednak głosy tych, które przez lata pozostawały w cieniu, na śmietniku historii, którym odebrano prawo mówienia o swoich wojennych przeżyciach. Wojna to przecież męska rzecz. Kilka lat zebrało jej zbieranie materiału – najpierw poszukiwania, namawianie do samych wspomnień, przełamywanie barier, potem wysłuchiwanie setek opowieści setek kobiet wojennych, z których każda daje obraz odrębnego doświadczenia, porażającego i bolesnego. Wielka historia przez opowieść zwykłego, nieznaczącego człowieka - świadka i uczestnika – to noblistka czyni przedmiotem literatury. I z takiego podejścia powstaje rzecz bezkompromisowa, niezwykle mocna i  wstrząsająca. Trudno oddawać słowami emocje, jakie towarzyszą w czasie lektury reportażu – dość powiedzieć, że ja te wspomnienia odchorowałam koszmarnymi snami. Cóż sny – gdy koszmar jest rzeczywistością, dzień po dniu, przez kilka lat, przez całe życie…

W roku 1941, gdy rozpoczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana, miały po osiemnaście – dziewiętnaście lat, niektóre były jeszcze młodsze, niektóre trochę starsze. Nie wahały się porzucić dotychczasowe życie i ruszyć na front. Porzucały rodziny, nawet własne, małe dzieci. W końcu Ojczyzna była w potrzebie. W takich momentach nie można siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż ktoś za nie  i w ich imieniu wywalczy wolność – tak myślały. 
Do armii zaciągnęło się ponad milion młodych kobiet.  Walczyły nawet na pierwszej linii frontu (tak było w czasie wojny tylko w armii radzieckiej). Aleksijewicz w swoim reportażu zebrała wspomnienia kobiet, które w czasie II wojny światowej były nie tylko  sanitariuszkami, łączniczkami, kucharkami czy praczkami. Wśród tych, które ruszyły na wojnę, były też zwykłe żołnierki: czołgistki, zwiadowcy, strzelcy wyborowi, szeregowcy,  dowódcy plutonu – jak bardzo to męski świat, niech świadczy choćby to, że w języku brak nawet odpowiedniego żeńskiego nazewnictwa. Wrzucone w chaos wojennej zawieruchy zabijały tak samo jak mężczyźni, rzucały granatami, strzelały z cekaemów. Były uczestniczkami tego samego zbiorowego doświadczenia. Kiedy natomiast nadszedł oczekiwany dzień zwycięstwa, kobietom udział w tym zwycięstwie został odebrany. Mężczyźni fetowali, byli zwycięzcami i bohaterami. A kobiety? W czasie wojny były siostrzyczkami, towarzyszkami – walczyły, niosły pomoc, dodawały otuchy. W nowej powojennej rzeczywistości zostały potraktowane niesprawiedliwie – dla mężczyzn śmierdziały onucami. Inne kobiety (te niewojenne) gardziły nimi, uznając za frontowe kurwy, wojskowe suki, które na wojnę pojechały tylko po to, by kusić młodych, niewinnych chłopców. Schowały więc ze wstydem swoje odznaczenia i zamilkły na lata. Kiedy jednak po wielu latach Aleksijewicz postanowiła oddać im głos, przywrócić należyte miejsce, opowiedzieć wojnę oczami kobiet, kiedy w końcu udało się złamać ich opór i kiedy w końcu przemówiły – obraz wojny zyskał zupełnie nowy wymiar: zatrważający i porażający w zupełnie inny, nowy sposób. Obraz pozbawiony heroizmu i szlachetności. Aleksijewicz przedstawia brud wojny. U niej wojna i zwycięstwo są straszne. Przez rosyjską cenzurę dziennikarka oskarżana była o dyskredytowanie kobiety, wojny, zwycięstwa, bo jej wojna (a raczej wojna jej bohaterek) razi naturalizmem, nie jest oderwana od biologii człowieka, od fizjonomii (porażające obrazy żołnierek, które w te dni, maszerując przed siebie, zostawiały za sobą czerwone smugi krwi – bo bandaże, opatrunki były zbyt cennym materiałem, by trwonić go na tak przyziemne, kobiece problemy. Cóż z tego, że w mróz zesztywniały od zaschniętej krwi mundur ciął ciało jak nóż).

„Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” to reportaż będący czymś na kształt zbiorowej spowiedzi. Aleksijewicz w pełni oddaje głos swoim bohaterkom, sama pozostaje w cieniu, rzadko tylko wtrącając jakieś pytanie. Pozwala swoim bohaterkom przedzierać się przez ich wspomnienia: nagrywa dusze, wsłuchuje się w ból. Tylko tyle i aż tyle. Na potrzeby książki nie upiększa tych historii, ubierając opowieści w poetycki, metaforyczny język. Nie, podaje nam je takimi, jakimi sama je usłyszała. Bez patosu, bez fałszu – prawdziwie. Pozbawia te opowieści swojego komentarza, nie moralizując, nie próbując wyjaśniać, usprawiedliwiać, a tym bardziej oceniać. Owszem, są w reportażu osobiste refleksje dotyczące z jednej strony jej pracy, z drugiej tego, co ją najbardziej interesuje, co jest istotą jej poszukiwań: Piszę nie o wojnie, ale o człowieku na wojnie. Piszę historię nie wojny, ale uczuć. Jestem historykiem duszy. Z jednej strony badam konkretnego człowieka, żyjącego w konkretnym czasie i uczestniczącego w konkretnych wydarzeniach, a z drugiej muszę dostrzec w nim człowieka wiecznego. Drżenie wieczności. To, co tkwi w człowieka zawsze.

Nie wiem, czy wielkość i ważność tego reportażu związana jest z ciężarem samego tematu, wstrząsającą treścią, kobiecą perspektywą czy poszukiwaniami samej autorki – pokazać Historią przez opowieść zwykłego, nieznaczącego człowieka. Pewnie każdy z tych aspektów jest dla mnie istotny. Choć nie ukrywam, że i mnie szczególnie interesuje poszukiwanie prawdy i pewnej uniwersalności w pojedynczych historiach i życiorysach. Wojna u Aleksijewicz nie tylko nie ma w sobie nic z kobiety. Wojna oderwana jest od człowieczeństwa w ogóle. Jest brudna, odrażająca, straszna i szalona.

Jeśli celem noblistki było pokazać wojnę tak, by od tych obrazów czytelnikom robiło się niedobrze, a sama myśl o wojnie budziła odrazę – osiągnęła swój cel. Aleksijewicz zostawia czytelnika z porażającymi i serce, i umysł obrazami. Ja spotkanie z bohaterkami reportażu Aleksijewicz odchorowałam. Uważam jednak, że takie teksty dają niezwykle cenną perspektywę i powinny stanowić lekturę obowiązkową. Mimo bólu, jaki związany jest z lekturą.


Bookowska


* wszystkie fragmenty zaznaczone kursywą pochodzą z prezentowanego reportażu S. Aleksijewicz "Wojna nie ma w sobie nic z kobiety"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz