poniedziałek, 8 lutego 2016

Trafny wybór, czyli jak minimalizuję ryzyko książkowego rozczarowania



Macie jakiś sprawdzony klucz, którym kierujecie się przy wyborze książek? Jesteście w tych wyborach spontaniczni i dobieracie lekturę pod wpływem chwili, impulsu, humoru czy może w myśl zasady: nie kupuj kota w worku, przed wyborem spokojnie rozważacie jego sens? Pytała o to niedawno Agnieszka z Obsesyjnej Biblioteczki i nie ukrywam, że to jej tekst zainspirował mnie, by pod tym kątem przyjrzeć się swoim domowym zbiorom. Przejrzałam zatem książki na półkach, wybranym na chybił trafił lekturom zadając pytanie: jak się tu znalazłaś, droga memu sercu książko? I tak otrzymałam diagnozę. Już wiem, jakie czynniki decydują o tym, że z ogromnej ilości książek wybieram akurat te. I że zwykle są to trafne wybory. Zwykle.  

1.Poczytam dziś o …

Temat – to chyba pierwszy czynnik, który wpływa na to, że decyduję się na konkretną książkę. Są problemy szczególnie bliskie memu sercu – historia pojedynczego człowieka uwikłanego w wielką historią i próba zrozumienia tej historii przez pryzmat zwykłych, szarych ludzi. Dużo na mojej półce książek, dla których tłem historycznym jest na przykład II wojna światowa. Uwielbiam góry i pewnego wariata z Krupówek – hasła Tatry czy Witkacy działają na mnie jak magnes. 



2. Gatunkowy zawrót głowy

Non-fiction z jednej strony, sensacja z drugiej – to moje ulubione typy literatury. Non-fiction przybliża mi problemy współczesnego świata, pozwalając zrozumieć procesy, jakie w nim zachodzą - od źródeł po konsekwencje. Sensacja gwarantuje niezłą rozrywkę, a ta naprawdę dobra – trening szarych komórek. W non-fiction rozkochał mnie Ryszard Kapuściński – a jakże! W szeroko pojętej sensacji – królowa kryminału: Agata Christie – a jakże! Nie sięgam po romans, na hasło Young Adoult dostaję drgawek.  Stronię od fantasy i sci-fi: rzeczywistość jest dla mnie wystarczająco ciekawa i inspirująca, a często przerażająca. Od czasu do czasu daję się jednak przekonać.





3. Co w blogosferze piszczy

Naprawdę bardzo często na moje literackie wybory składają się rekomendacje znajomych oraz blogerów i vlogerów książkowych. Dla przykładu (bo naprawdę litania byłaby długa): w Szackim, a potem w Harrym Hole (a może na odwrót)  rozkochała mnie  Agnieszka z Czytam Sobie. Do spotkania z rodziną Kostków czy twórczości Philipa K. Dicka przekonała mnie Olga z Wielkiego Buka. Na spotkanie ze Springerem  w Miedziance nakręciła mnie Natalia z Kota Nakręcacza, na Katę Atkinson trafiłam dzięki Paulinie z Miasta Książek. „Magiczne lata” odkryłam, gdy wsiadłam do Tramwaju nr 4. Axellson wypatrzyłam podczas wyborów książek do Pingerowego Klubu Książki. Świetną „Amerykaanę” odkryłam dzięki Miłce z Mozaiki Literackiej. Okay, mogłabym tak jeszcze długo, długo, długo…. Systematycznie odwiedzam tyle ciekawych blogowych i vlogowych miejsc, że powinnam temu poświęcić osobny post. Słucham też audycji Nogasia Z najwyższej półki, podczytuję czasopismo Książki, oglądam Cappuccino z książką czy Tygodnik Kulturalny – to bardzo inspirujące źródła wiedzy o tym, na jakie tytuły warto zwrócić uwagę.





4. Miłość od pierwszego zaczytania

Często bywa, że pierwsze spotkanie z konkretnym autorem przeradza się w czytelniczą miłość, która powoduje niecierpliwe wyczekiwanie na kolejną publikację autora. I staje się rzeczą oczywistą, że każda kolejna książka autorstwa X zostanie przeze mnie pożarta. Tak było z Nesbø (no może tutaj była to miłość od trzeciego spotkania) i Miłoszewskim (patrz punkt 3).  Eduarda Mendozę odkryła przede mną koleżanka ze studiów (patrz punkt 3) – uwielbiam przygody jego bohatera - damskiego fryzjera. Od lektury „Chłopca z latawcem” zaczęła się moja przygoda z Hosseinim, od „Gnoja” z Kuczokiem, a „Prawiek i inne czasy” zapoczątkował dłuższą znajomość z Tokarczuk. Jeśli jakiś pisarz skradnie moje czytelnicze serducho, staję się jego wierną czytelniczką, na dobre (książki) i na złe (wpadki pisarskie).




5. Wydawnictwo wydawnictwu nierówne

Są wydawnictwa, których książki jestem w stanie brać niemal w ciemno. Jednym z nich jest Wydawnictwo Czarne, które ma naprawdę niesamowitego nosa do literatury non-fiction (patrz punkt 2). Wystarczy przejrzeć listę laureatów czy nominowanych do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki. Czarne to mój numer jeden. Są jednak inne wydawnictwa, które często zachwycają mnie swoją ofertą wydawniczą: Smak Słowa, Dowody na Istnienie czy Marginesy.



6.  Akcja - ekranizacja!
Jestem zwolenniczką zasady: najpierw książka, potem film. Niestety, jeśli zdarzyła się odwrotna kolejność, lektura książki nie stanowiła już takiej przyjemność, gdyż w głowie wyświetlałam sobie każdorazowo wizję reżysera, a bohaterowie mieli już twarz konkretnych aktorów. Dlatego jeśli zbliża się premiera filmowa jakiejś ekranizacji, staram się najpierw przeczytać książkę. Jeśli nie zrobię tego przed obejrzeniem filmu, później nie mam już motywacji. 




7. Nie oceniaj po okładce? Bo co mi zrobisz ? ;)

Rzadko zdarza się, by okładka była czynnikiem decydującym o wyborze lektury. Czasem jednak się zdarza. I czy muszę się z tego tłumaczyć? Spójrzcie na zdjęcia poniżej i powiedzcie sami  – oparlibyście się takiej pokusie? Boginie wypatrzyłam u Uli z Pełnego Zlewu (patrz punkt 3) - zajrzyjcie do niej koniecznie, znajdziecie tam piękną fotograficzną aranżację z tą powieścią w roli głównej. Doznania estetyczne najwyższych lotów gwarantowane.




Nie twierdzę, że powyższe czynniki powodują, że unikam literackich rozczarowań, ale – możecie mi wierzyć – rzadko zdarza mi się wejść na literacką minę. Myślę, że dzięki temu, iż dość dobrze znam swoje literackie upodobania. A to naprawdę pomaga uniknąć literackich rozczarowań.

A jak to jest u Was? Jestem bardzo ciekawa tego, jaki klucz do wyboru trafnych lektur macie Wy?

Bookowska


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz