środa, 30 marca 2016

„Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie” – Jenny Nordberg



Jenny Nordberg


Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie


Przełożył: Justyn Hunia


Wydawnictwo Czarne


2015


e-book



Gender po afgańsku

Dla dociekliwych

„Chłopczyce z Kabulu” to reportaż, który znalazł się już w dziesiątce finalistów Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki 2015 roku i to chyba wystarczający powód, by uwierzyć, że Jenny Nordberg, nowojorska dziennikarka szwedzkiego pochodzenia,  dała czytelnikom reportaż z najwyższej półki. Mnie tylko skromnie przyjdzie więc potwierdzić, że miejsce w dziesiątce najlepszych – w pełni zasłużone.

Jenny Nordberg nie pierwszy raz zajęła się problematyką afgańskich kobiet. Tym razem jednak zupełnie przypadkowo trafia na niewiarygodny temat: „Nasz brat w rzeczywistości jest dziewczynką” – mówi córka  zaprzyjaźnionej z dziennikarką afgańskiej parlamentarzystki. To zdumiewające odkrycie każe Nordberg zadać pytanie: czy to po prostu jednostkowy przypadek, czy może właśnie trafiła na nierozpoznane wcześniej zjawisko o szerszym zasięgu.  Tak właśnie trafia na trop bacza pusz – dziewczynek czasowo przebieranych przez rodziców za chłopców. Myli się jednak ten, kto w tym momencie pomyśli, że jest to jakaś forma buntu przeciwko normom społecznym obowiązującym w krainie położnej u stóp Hindukuszu. Nordberg udało się, nie bez przeszkód i problemów, dotrzeć do innych dziewczyn, kobiet, które w młodości przyjęły na siebie rolę bacza pusz.  

Dlaczego rodzice wybierali spośród swoich dzieci dziewczynkę, która miała przed światem odgrywać rolę chłopca? Nordberg uzyskała na to różne odpowiedzi: męski potomek to obowiązek każdej afgańskiej rodziny, chłopcy w rodzinie są wykładnikami siły rodziny (tak ekonomicznej, jak społecznej), chłopiec to sukces, a dziewczynka porażka. Co więc zrobić, gdy kolejne dzieci są płci żeńskiej, gdy kolejne rodzone dziewczynki okrywają rodzinę hańbą i są upokorzeniem? Uczynić z dziewczynki chłopca – co, o dziwo!, dzieje się za cichym przyzwoleniem, a nawet  zrozumieniem lokalnej społeczności. Jako chłopiec dziewczynka może pomagać rodzicom na przykład w sklepie. Jako dziewczynka jest bezużyteczna. Nie bez znaczenia są zakorzenione w zacofanym społeczeństwie wierzenia: wedle wielowiekowej tradycji, jeśli z dziewczynce przyda się chłopięcą tożsamość, zwiększa się szanse na to, że kolejnym urodzonym dzieckiem będzie chłopiec. Nikt nie pyta, jak wpływa to na rozwój emocjonalny bacza pusz, które w pewnym momencie muszą porzucić chłopięce życie i wrócić do życia zgodnie z rolą podyktowaną płcią biologiczną. W każdym razie u źródeł samego zjawiska leżą niespecjalnie odkrywcze przesłanki: urodzić się dziewczynką w społeczności afgańskiej to nic nie znaczyć, być tym gorszym, pozbawionym praw, trzymanym pod kluczem w domu, najpierw przez rodziców, potem przez męża: „Chciałabym być dowolną rzeczą na świecie/(…) Byle nie afgańską kobietą” (Roya).

Nordberg zjawisko bacz pusz próbuje rozgryźć z wielu stron: szuka jego historycznych źródeł nie tylko w krajach Bliskiego Wschodu, ale też w innych kulturach; analizuje je jako zjawisko społeczne; pochyla się również nad aspektem psychologicznym wynikającym z faktu zmiany tożsamości płciowej dziecka. Każda z tych stron jest przez dziennikarkę traktowana z dużą przenikliwością. Nie ukrywam, że dla mnie najciekawsze były kwestie związane z tożsamością bohaterek, ich płcią kulturową. Nikt bowiem, przebierając czasowo dziewczynkę za chłopca, nie zastanawia się tutaj nad konsekwencjami tej chwilowej podmiany ról, mimo że przypada ona na czas dorastania, kształtowania osobowości, określania własnej tożsamości. Zwłaszcza, że znajdujemy się w społeczności, w której obowiązuje wyraźny rozdział na to, co męskie i żeńskie. Tymczasem tym dziewczynkom daje się chwilowe poczucie wolności, pozwalając żyć jak chłopcom, odgrywać chłopięcą rolę, by potem odebrać to wszystko, zmuszając do odgrywania tych ról, do których ogranicza się życie każdej afgańskiej dziewczyny, a potem kobiety. Tutaj można być albo córką (kapitałem ojca, przedmiotem wymiany handlowej), albo żoną (dającą mężowi męskich potomków), albo wdową. Poza tymi rolami kobieta jest w ogóle wykluczona ze społeczeństwa. Nie istnieje.

Podtytuł tego reportażu jest jednak dość mylący: póki co w Afganistanie o jakimkolwiek buncie obyczajowym nie ma raczej mowy, bo nawet zjawisko bacza pusz nie jest specjalnie wymierzone przeciw opresyjnym regułom społeczeństwa afgańskiego, jest jedynie sposobem na ich obejście. A tylko jednostkom udaje się żyć wbrew narzuconym przez system zasadom. Szansę na zmianę sytuacji Nordberg upatruje w ojcach dziewczynek, ale sama prognozuje, że wiele lat jeszcze potrzeba, by coś się zmieniło w sytuacji afgańskich kobiet.   

Zjawisko bacza pusz, na którym dziennikarka koncentruje swoją uwagę, które stara się zgłębić i zrozumieć, jest też pretekstem do ogólniejszej refleksji nad sytuacją społeczną, ekonomiczną, kulturową kobiet w Afganistanie. A Nordberg przygląda się tym zagadnieniom bez żadnej wyższości człowieka z lepszego, cywilizowanego świata, za to z empatią (ale bez czułostkowości) do swoich bohaterek/ bohaterów, z przenikliwością drąży temat, starając się dotrzeć do źródeł badanych zjawisk. Temat bacza pusz, choć z punktu widzenia reportera niewątpliwie frapujący, to jednak z wielu powodów bardzo trudny, bo wcześniej niezbadany i nieopisany, bo miejsce zbierania materiałów niebezpieczne, ogarnięte ciągłymi konfliktami, a rozmówcy mało otwarci i niechętni do rozmów z cudzoziemką – nie dziwi, że pięć lat zajęło Nordberg zbieranie materiałów do tego reportażu. Ale właśnie za ten upór, reporterską dociekliwość, nakład pracy włożony w opis zjawiska bacza pusz z jednej strony, z drugiej natomiast – za szczegółowe i wszechstronne (kulturowe, religijne, historyczne, psychologiczne) przedstawienie zjawiska – chylę czoła.

Bookowska
 

czwartek, 24 marca 2016

"Wegetarianka" - Han Kang



 
Han Kang


Wegetarianka


Tłumaczenie: Justyna Najbar-Miller, Choi Jeong In


Kwiaty Orientu


2014


Stron: 168



Między destrukcją a wyzwoleniem


Nikt nie potrafi mi pomóc.
Nikt nie potrafi mnie ocalić.
Nikt nie potrafi tchnąć we mnie życia.
(s. 47)


Dla niecierpliwych (tl;dr)

Opowieść koreańskiej pisarki to jedna z trzynastu książek nominowanych do prestiżowej nagrody Man Booker International Prize 2016. To bardzo kameralna historia, która rozgrywa się w gruncie rzeczy między czworgiem bohaterów. W polifonicznej powieści autorka snuje opowieść o Yǒng-hye, tytułowej wegatariance, którą poznajemy z punktu widzenia męża, szwagra i siostry. Każda z tych historii przybliża nas do zrozumienia tego, co kryje się za osobistą tragedią bohaterki, dla której wegetarianizm jest tylko symboliczną formą zrywania z siebie gorsetu zniewolenia społecznymi normami i ograniczeniami. Historia bardzo nieoczywista, otwierająca się na różnorodność ścieżek interpretacyjnych. Niepokojąca, chłodna, surowa. Wymagająca od czytelnika zaangażowania i mimo niepozornych rozmiarów – trudna. Historia o poszukiwaniu wolności, o autodestrukcji i szaleństwie. 



Dla dociekliwych

Rzadko sięgam po książki autorów z odległych nam kulturowo, egzotycznych zakątków świata. Powód jest jeden – obawa, czy uda mi się rozszyfrować obcy mi kod kulturowy, czy właściwie odczytam sens opowieści, czy właściwie zrozumiem daną mi historię. Z drugiej strony – człowiekiem bez względu na szerokość geograficzną targają takie same emocje, zmaga się z podobnymi problemami, dzieje się to ponad kulturowymi podziałami, zatem nie powinno być problemu. Czy Han Kang, autorce „Wegetarianki”,  udało się przełamać mój lęk? I tak, i nie.

niedziela, 13 marca 2016

„Boginie z Žitkovej” – Kateřina Tučková



Kateřina Tučková


Boginie z Žitkovej


tłumaczenie: Julia Różewicz 


Wydawnictwo Afera


2014

stron: 448


5/6




Wyprawa  do świata, którego nie ma

Dla niecierpliwych (tl;dr)

„Boginie z Žitkovej” to opowieść o prawdziwych kobietach żyjących w małej wsi na wzgórzu odciętym od cywilizacji i świata. Kobietach, które zajmowały się sztuką bogowania: leczyły ziołami, poskramiały żywioły, miały dar jasnowidzenia. Niektóre zaprzedały się też czarnej magii i rzucały klątwy, niosąc śmierć i zniszczenie. Co prawda powieść jest fikcją literacką, ale utkaną z biografii prawdziwych bogiń, przeplataną wzorowanymi na prawdziwych dokumentami komunistycznego, a wcześniej nazistowskiego aparatu.
Dora, główna bohaterka, potomkini jednej z ostatnich bogiń, porzuciła bogowanie na rzecz kariery naukowej. Badając od strony naukowej zjawisko bogowania, trafia na teczkę swojej ciotki Surmeny, z której wynika, że ta współpracowała z komunistyczną służbą bezpieczeństwa. Chcąc wyjaśnić tę sprawę, poznaje fascynującą historię bogiń z Žitkovej, sięgającą wieku XVII.  „Boginie z Žitkovej” to nie tylko próba oddania fenomenu bogiń i nie tylko fascynujący portret nietuzinkowych kobiet i świata, który nie tak dawno odszedł do historii. To też mroczna historia czasów komunistycznych. To historia o poszukiwaniu własnej tożsamości i korzeni. O tym, że od własnej przeszłości nie można się odciąć. Literacki mariaż faktu z fikcją, realizmu z magią, religii z pradawnymi słowiańskimi praktykami. Ciekawa etnograficznie i historycznie podróż.

Dla dociekliwych
Żyły na pograniczu Słowacji i Moraw przez wieki, zajmując się ziołolecznictwem, widzeniem przyszłości czy poskramianiem żywiołów, wykorzystując do tego wiedzę przekazywaną z pokolenia na pokolenie i dar. Skutecznie broniły się przed oskarżeniami o czary, unikając płonących stosów. Przeżyły hitlerowską okupację i dopiero komunistyczny aparat zniszczył ich wielowiekowe dziedzictwo, zamykając ostatnią z bogiń w zakładzie psychiatrycznym. Ich historia kończy się na roku 2001, kiedy zmarła ostatnia znająca tajniki bogowania kobieta.  Ich literacki żywot zaczyna się w roku 2012, kiedy Kateřina Tučková, młoda czeska pisarka, wydaje poświęconą im powieść i odsłania ten jakże fascynujący świat, w którym religia miesza się z magią i pradawnymi wierzeniami, przed czytelnikami.

poniedziałek, 7 marca 2016

„Ofiara bez twarzy” – Stefan Ahnhem



Stefan Ahnhem


Ofiara bez twarzy

tłumaczenie: Ewa Wojciechowska


Wydawnictwo Marginesy


2016


stron: 528


6/6



 Klasa zła

Dla niecierpliwych (tl;dr)
Scenarzysta telewizyjny i filmowy, pracujący między innymi przy serialu o kultowym śledczym – Kurcie Wallanderze, debiutuje w roli pisarza kryminałów. I to od razu debiutuje z przytupem, wydając powieść, która okazuje się być kryminalną torpedą. 
W Helsingborgu, do którego po latach wraz z rodziną powrócił inspektor policji Fabian Risk, dochodzi do makabrycznych zbrodni. Najpierw w szkole odnalezione zostają zmasakrowane zwłoki nauczyciela, obok których morderca zostawił klasowe zdjęcie z przekreśloną twarzą ofiary. Pierwszej ofiary – jak się wkrótce okazuje. Kiedy giną kolejne osoby, staje się jasne, że morderca działa według pewnego klucza: zamordowani chodzili kiedyś do jednej klasy. Do tej samej klasy uczęszczał też Fabian Risk. Zaczyna się rozpaczliwy pościg za psychopatycznym i niezwykle inteligentnym zabójcą. Ale najpierw trzeba jeszcze odkryć jego tożsamość, bo motyw wydaje się być oczywisty: zemsta za coś, co wydarzyło się w czasach szkolnych.
Ahnhem od samego początku udowadnia, że uczy się od najlepszych i czerpie z tego, co najlepsze w literaturze sensacyjnej. Daje nam zawikłaną, nieoczywistą intrygę kryminalną, zręcznie myli tropy i dawkuje napięcie. Nie raz przyjdzie czytelnikowi zweryfikować swoje przypuszczenia i spojrzeć na zagadkę  innej perspektywy. Szukający sprawiedliwości i wymierzający ją na własną rękę morderca, wymyślny i brutalny sposób wymierzania kary ofiarom, kpienie sobie z policji, którą nie raz wyprowadzi w pole – te motywy przywodziły mi na myśl znakomity thriller „Siedem” Davida Finchera. I u Ahnhema podobnie jak u Finchera atmosfera gęstnieje z każdą kolejną chwilą, wywołując u odbiorcy uczucie przerażenia. Stawiam „Ofiarę bez twarzy” na tej samej półce co kryminały Nesbø, Larssona, Mankella. Na najwyższej kryminalnej półce.






Dla dociekliwych

„Wciąga bardziej niż Nesbø, złowrogi bardziej niż Larsson, mroczniejszy od Mankella” – głosi blurb na okładce. Na mnie te nazwiska działają jak magnes, gdyż każdy z tych pisarzy to klasa sama w sobie, a ich powieści to kryminały z najwyższej półki. Jest rzeczą od jakiegoś czasu często spotykaną, że jeśli chce się wypromować nowego autora ze Skandynawii, najlepiej wynieść go na plecach któregoś z wymienionych autorów. Ileż razy wieszczono narodziny nowego Nesbø, Larssona czy pojawienie się spadkobiercy Mankella? Dlatego ze sceptycyzmem podchodzę do tego typu rekomendacji i mówię: sprawdzam. Czy w zalewie literatury sensacyjnej rodem ze Skandynawii, mniej lub bardziej udanej zresztą, „Ofiara bez twarzy” wnosi jakiś powiew świeżości? Będę szczera -  „Ofiara bez twarzy” to kryminalna torpeda! Dawno nie czytałam tak świetnej i znakomicie poprowadzonej intrygi kryminalnej.