poniedziałek, 7 marca 2016

„Ofiara bez twarzy” – Stefan Ahnhem



Stefan Ahnhem


Ofiara bez twarzy

tłumaczenie: Ewa Wojciechowska


Wydawnictwo Marginesy


2016


stron: 528


6/6



 Klasa zła

Dla niecierpliwych (tl;dr)
Scenarzysta telewizyjny i filmowy, pracujący między innymi przy serialu o kultowym śledczym – Kurcie Wallanderze, debiutuje w roli pisarza kryminałów. I to od razu debiutuje z przytupem, wydając powieść, która okazuje się być kryminalną torpedą. 
W Helsingborgu, do którego po latach wraz z rodziną powrócił inspektor policji Fabian Risk, dochodzi do makabrycznych zbrodni. Najpierw w szkole odnalezione zostają zmasakrowane zwłoki nauczyciela, obok których morderca zostawił klasowe zdjęcie z przekreśloną twarzą ofiary. Pierwszej ofiary – jak się wkrótce okazuje. Kiedy giną kolejne osoby, staje się jasne, że morderca działa według pewnego klucza: zamordowani chodzili kiedyś do jednej klasy. Do tej samej klasy uczęszczał też Fabian Risk. Zaczyna się rozpaczliwy pościg za psychopatycznym i niezwykle inteligentnym zabójcą. Ale najpierw trzeba jeszcze odkryć jego tożsamość, bo motyw wydaje się być oczywisty: zemsta za coś, co wydarzyło się w czasach szkolnych.
Ahnhem od samego początku udowadnia, że uczy się od najlepszych i czerpie z tego, co najlepsze w literaturze sensacyjnej. Daje nam zawikłaną, nieoczywistą intrygę kryminalną, zręcznie myli tropy i dawkuje napięcie. Nie raz przyjdzie czytelnikowi zweryfikować swoje przypuszczenia i spojrzeć na zagadkę  innej perspektywy. Szukający sprawiedliwości i wymierzający ją na własną rękę morderca, wymyślny i brutalny sposób wymierzania kary ofiarom, kpienie sobie z policji, którą nie raz wyprowadzi w pole – te motywy przywodziły mi na myśl znakomity thriller „Siedem” Davida Finchera. I u Ahnhema podobnie jak u Finchera atmosfera gęstnieje z każdą kolejną chwilą, wywołując u odbiorcy uczucie przerażenia. Stawiam „Ofiarę bez twarzy” na tej samej półce co kryminały Nesbø, Larssona, Mankella. Na najwyższej kryminalnej półce.






Dla dociekliwych

„Wciąga bardziej niż Nesbø, złowrogi bardziej niż Larsson, mroczniejszy od Mankella” – głosi blurb na okładce. Na mnie te nazwiska działają jak magnes, gdyż każdy z tych pisarzy to klasa sama w sobie, a ich powieści to kryminały z najwyższej półki. Jest rzeczą od jakiegoś czasu często spotykaną, że jeśli chce się wypromować nowego autora ze Skandynawii, najlepiej wynieść go na plecach któregoś z wymienionych autorów. Ileż razy wieszczono narodziny nowego Nesbø, Larssona czy pojawienie się spadkobiercy Mankella? Dlatego ze sceptycyzmem podchodzę do tego typu rekomendacji i mówię: sprawdzam. Czy w zalewie literatury sensacyjnej rodem ze Skandynawii, mniej lub bardziej udanej zresztą, „Ofiara bez twarzy” wnosi jakiś powiew świeżości? Będę szczera -  „Ofiara bez twarzy” to kryminalna torpeda! Dawno nie czytałam tak świetnej i znakomicie poprowadzonej intrygi kryminalnej.

Fabian Risk, 43-letni inspektor sztokholmskiej policji, który w wyniku zagadkowych okoliczności zostaje zwolniony z pracy, przeprowadza się wraz z rodziną w swoje rodzinne strony – do Helsingborga.  Nie zdąży się jednak nacieszyć ani rodziną, ani przysługującym mu urlopem, gdyż od razu trafia w samo centrum makabrycznych wydarzeń. W szkolnej pracowni stolarskiej odnaleziono bowiem zwłoki zamordowanego nauczyciela. Ofiarę pozbawiono życia w brutalny sposób, a obok ciała pozostawiono stare klasowe zdjęcie, na którym twarz ofiary przekreślono. Szybko okazuje się, że to dopiero pierwsza ofiara. Giną następne osoby, a Fabian Risk angażuje się w pościg za seryjnym mordercą. Jest tą sprawą zainteresowany tym bardziej, że ofiarami padają kolejne osoby, z którymi Fabian chodził kiedyś do klasy. Staje się jasne, że psychopatycznym mordercą kieruje chęć zemsty za coś, co wydarzyło się w dawnych czasach szkolnych. Pytanie otwarte: kto i za co mści się po latach? Tymczasem zaczyna się wyścig z czasem. Ile ofiar  z dwudziestoosobowej klasy dopadnie, nim sam wpadnie w sidła policji? Jeśli wpadnie.

Ahnhem od samego początku udowadnia, że uczy się od najlepszych i czerpie z tego, co najlepsze w literaturze sensacyjnej. Nie bez wpływu na jego warsztat pisarski pozostaje też to, że od lat pracuje jako scenarzysta telewizyjny i filmowy, między innymi przy serialu o kultowym przecież Kurcie Wallanderze, bohaterze powieści Mankella. Jest się czym zachwycać!

Być może sam Fabian Risk nie jest postacią utkaną z jakiejś zupełnie nowej materii. Jest za to tym typem bohatera, który wyjątkowo dobrze sprawdza się z powieściach sensacyjnych: mimo że ma rodzinę, to typ outsidera, który niczym kot zawsze chadza własnymi ścieżkami, nie potrafi podporządkować się regułom gry zespołowej, a do takiej należy choćby prowadzenie śledztwa. Za nic ma obowiązujące zasady i regulaminy. Cel nadrzędny: złapać przestępcę. Jeśli bycie z prawem na bakier w jakikolwiek sposób w tym pomoże, nie zawaha się przez chwilę. Z tego powodu niekoniecznie znajdzie nić porozumienia z przyzwyczajonymi do pracy zespołowej kolegami z nowej pracy. A jego ryzykowne działania w pojedynkę z jednej strony przybliżać będę do rozwiązania sprawy, z drugiej komplikować ją bardziej. Pościg za zabójcą stanie się dla Riska w pewnym momencie sprawą bardzo osobistą, zmusi go do refleksji nad rodzinnymi relacjami, zwłaszcza z nastoletnim synem. Czy jednak nie będzie za późno na naprawienie krzywd, które pewnie nieświadomie wyrządza rodzinie, stawiając zawsze na miejscu pierwszym pracę?

Najmocniejszą stroną powieści jest sama intryga kryminalna i nakreślony za jej sprawą problem społeczny. Mamy oto seryjnego mordercę, najwyraźniej w czasach szkolnych skrzywdzonego, przez lata noszącego w sobie to poczucie krzywdy, przez lata skrupulatnie przygotowującego się do zemsty na swoich kolegach i koleżankach z klasy, by w końcu wyrównać rachunki. Długo się do tej misji przygotowywał, dlatego jego plan działania opracowany jest skrupulatnie, a zbrodnie, których dokonuje, stają się jednocześnie przesłaniem: kto biernie patrzył na przemoc, temu najlepiej wypalić oczy. Sam zabójca prowadzi inteligentną grę z policją, podsuwa tropy (lub myli), zostawia podpis. Stawką w tej grze jest natomiast życie jego szkolnych kolegów. Jemu zależy na sławie. Czy hasła Blacksburg, Bailey, Jacksboro, Red Lake coś Wam mówią? To tylko niektóre z długiej listy miejsc, w których doszło do szkolnych masakr. Dziś poza bliskimi ofiar niewiele osób pewnie kojarzy te nazwy. Ich pięć minut skończyło się dawno. Zabójca ścigany przez Riska ma natomiast plan, który zapewni mu nieśmiertelną sławę. Jest zdeterminowany, przebiegły i nie cofnie się przed niczym.

Sprawa inteligentnego, psychopatycznego mordercy, motywów, które nim kierują, gry z policją, którą prowadzi, wymyślne i pełne makabry zbrodnie z przesłaniem – to wszystko przywodzi mi na myśl znakomity thriller z Bradem Pittem, Morganem Freemanem i Kevinem Spacey w rolach głównych. Tak jak w genialnym „Siedem” Davida Finchera tak u Ahnhema niespokojna atmosfera towarzyszy nam od samego początku, z każdą kolejna stroną gęstniejąc i powodując jeszcze większe przerażanie. Pisarz wielokrotnie myli tropy, misternie konstruując samą intrygę, która sama w sobie zbudowana jest z tak licznych elementów, że naprawdę łatwo się pisarsko na tym wysypać. Ahnhem wychodzi z tego obronną ręką, co już dowodzi jego znakomitego wyczucia gatunku.

I wreszcie: moje wysoko ocena dla tej powieści związana jest też z umiejętnym żonglowaniem przez autora odpowiedzialnością za wydarzenia. Punktem wyjścia do całej historii jest to, co wydarzyło się kiedyś w szkole. Czy może być dla dziecka coś gorszego niż bycie fizyczną i psychiczną ofiarą przemocy? Gdy niektórzy znęcają się, inni temu przyklaskują, jeszcze inni biernie się przyglądają, ciesząc w duchu, że to nie na nich padło, a jeszcze inni odwracają głowy. Gdy nawet dorośli nie widzą lub nie chcą widzieć tego, co się dzieje. Gdy jest się zupełnie samemu i znikąd nie można liczyć na pomoc. Otóż – może być jeszcze coś gorszego. I temu winni są Risk i jego szkolni koledzy.

Wciąga tak samo jak Nesbø, złowrogi tak samo jak Larsson i mroczny jak Mankell. Nie stawiałabym Ahnhema ponad tą trójką znakomitych pisarzy, ale już jego debiut zasługuje na to, by postawić „Ofiarę bez twarzy” na tej samej półce co kryminały Nesbø, Larssona, Mankella. Na najwyższej kryminalnej półce.



Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po przeczytaniu „Ofiary bez twarzy”, było sprawdzenie, czy i kiedy można się spodziewać kontynuacji serii z Fabianem Riskiem w roli głównej. To chyba  o czymś świadczy. Cóż, teraz byle do czerwca.


Bookowska



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz