wtorek, 12 kwietnia 2016

„Vernon Subutex” t.1 - Virginie Despentes




Virginie Despentes


Vernon Subutex (e-book)


Tłumaczenie: Jecek Giszczak


Otwarte


2016



Paryż  jałowy


Dla niecierpliwych
Czy warto sięgnąć po tę okrzykniętą najważniejszym wydarzeniem literackim we Francji powieść? Tylko jeśli nie boicie się literatury mocnej, odważnej, takiej, która swojego czytelnika przeżuwa i wypluwa, dla której nie ma tematów tabu a poprawność polityczna znaczy tyle co nic. Bo to powieść, która nie oszczędza nikogo, ani czytelnika, ani swoich bohaterów. I zmusza do bardzo ponurych konstatacji na temat kondycji człowieka i całego społeczeństwa. Mimo że to portret francuskiej społeczności, to myślę, że jak w lustrze mogą się w niej przejrzeć inne nacje: z takimi samymi frustracjami, pogrążeni w takim samym letargu, zadowalający się powierzchownymi relacjami z innymi.  Despentes jest bezlitosna w punktowaniu tego, co składa się na taki ponury obraz współczesnej rzeczywistości, a jej wściekłość (bo czuć, że motorem sprawczym działań autorki była furia) udziela się czytelnikowi. Obcowanie z tą książką nie jest przyjemnym doświadczaniem, choć czyta się znakomicie i nie sposób się oderwać.  To książka z gatunku tych, które zadają czytelnikowi ból.



Dla dociekliwych
To nie jest powieść dla grzecznych dziewczyn i ułożonych chłopców, dla wielbicieli literatury gładkiej i przyjemnej, takiej do popołudniowej kawy, na leniwy dzień. Nie dla ludzi pruderyjnych, nie dla ludzi, którzy dla wygody wolą udawać, że rzeczywistość wokół jest lepsza niż jest w rzeczywistości. To powieść, która nawet przez chwilę nie pozwala poczuć się czytelnikowi komfortowo, targa nim, przeżuwa go i wypluwa. Nie oszczędza.

Kiedy nadchodzi nowe, a jego sklep z płytami winylowymi plajtuje, kiedy resztki muzycznego asortymentu udaje się opchnąć na Ebayu, a kasa szybko się upłynnia, kiedy nagle dopływ gotówki od dobrego przyjaciela zostaje odcięty, a kasy na czynsz brak – Vernon Subutex ląduje na bruku z jedną walizką w ręku – ot, skromny dorobek faceta z pięćdziesiątką na karku.  W walizce ma jednak coś, na pazury ostrzyć będzie sobie coraz więcej osób, z samego Subutexa czyniąc jednego z najbardziej poszukiwanych paryżan: wielogodzinne nagrania narkotycznych wywodów gwiazdy muzycznej Alexa Bleacha, który został znaleziony martwy w pokoju hotelowym. Zaczyna się wyścig tych, którzy z różnych motywacji chcą jako pierwsi przechwycić tajemniczy materiał. Problem w tym, że wyrzucony na bruk Subutex, który szuka noclegu o znajomych, kochanek, przypadkowych ludzi, jest trudno uchwytny.

Odyseja naszego bohatera po paryskich dzielnicach jest tylko pretekstem do tego, by przyjrzeć się francuskiemu społeczeństwu w całym jego przekroju i go sportretować. I będzie to portret, w którym autorka punktować będzie różne grupy społeczne, nie oszczędzając nikogo. Wizyty bohatera u kolejnych znajomych przynoszą kolejny kąśliwy, ponury, smutny portret kolejnego kalekiego życiorysu: mamy tutaj świat show biznesu, producentów, dziennikarzy, gwiazdek porno, młodych nazioli, wyznawców islamu, robotników czy bezdomnych. Świat jałowy, wyzuty z jakichkolwiek wartości i sensu. Kolejni bohaterowie to kolejne nędzne, niespełnione, przegrane życie, kolejni straceńcy, zżerani wewnętrzną pustką, szukający ucieczki w przypadkowym seksie czy używkach, zadowalający się powierzchownymi, pełnymi fałszu relacjami z innymi.  Te pojedyncze życiorysy mieszkańców Paryża składają się na obraz całego miasta, a ten obraz to miniatura całej Francji pogrążonej w jakiejś niemocy z jednej strony, a rozszarpywanej przez różnego typu niepokoje społeczne z drugiej. A przede wszystkim wielkiej, dojmującej samotności.

Powieść Despentes jest niczym wrzask: obudźcie się, przyjrzycie się sobie i rzeczywistości wokół. Ta wściekłość autorki udziela się czytelnikowi z każdą kolejną stroną mocniej. To głos buntowniczki niegodzącej się na obowiązujący status quo. To głos osoby autentycznej wściekłej, głos pozbawiony delikatności, za nic mającej polityczną poprawność: ostry, dosadny, celny. Dla Despentes nie na tematów tabu, nie ma słów niewygodnych, obrazów niestosownych. Z tego powodu, choć powieść czyta się znakomicie i nie sposób się oderwać, obcowanie z prozą Despentes nie jest przyjemną literacką wędrówką przez paryski labirynt. To wędrówka pełna bólu.

Bookowska


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz