niedziela, 8 maja 2016

„Dostatek” – Michael Crummey


Michael Crummey


Dostatek


Tłumaczenie: Michał Alenowicz


Wiatr od morza,  2013


Stron: 360 




Dostatek opowieści


Uwielbiam takie czytelnicze podróże – w rejony zupełnie mi nieznane, odległe, podróże zaskakujące i przyprawiające o zawrót głowy. W taką podróż zabrał mnie Michael Crummey, dając możliwość literackiej eksploracji Nowej Funlandii – wyspy zbyt srogiej i groźnej, zbyt prowokacyjnej, ekstrawaganckiej, dziwacznej i przerażającej, bo mogła być prawdziwa. (s. 206) To była magiczna wyprawa i dlatego tak trudno teraz ubrać ją w słowa i opowiedzieć o niej.

Scena pierwsza: mamy koniec kwietnia, koniec kolejnej srogiej zimy, która kolejny raz dała się we znaki prostym mieszkańcom wyspy. To czasy niedostatku. Kiedy więc ocean wyrzuca na płyciznę ciało wieloryba, wygłodniali mieszkańcy z niecierpliwością czekają na ostatnie tchnienie zwierzęcia, by podzielić zdobycz między siebie. W brzuchu wieloryba odkrywają zaś ludzkie ciało – żyjącego jeszcze, nagiego, białego niczym śnieg mężczyzny. Nazywają go Judą, choć powinni Jonaszem, ale znajomość biblijnych faktów nie jest ich mocną stroną. Wraz z pojawieniem się dziwnego i tajemniczego przybysza, niemowy, nastaje na wyspie rzadki czas dostatku, dlatego mieszkańcy zaczynają traktować Wielkiego Białego jako swego rodzaju talizman, patrona spraw beznadziejnych, za sprawą którego z połowów rybacy wracają z pełnymi sieciami.

Ta pierwsza scena otwiera też przed czytelnikiem sposób odczytywania powieści – już wiemy: nie mamy przed sobą powieści operującej czystym realizmem, a powieści kreującą świat gdzieś na pograniczu magii i rzeczywistości. Skojarzenia z Marquezem nie są bezpodstawne – o ile jednak powieści Kolumbijczyka utrzymane są w ciepłym, żarzących się od słońca, upału i namiętności klimacie realizmu magicznego, o tyle realizm magiczny Nowofunlandczyka smagany jest zimnymi wiatrami, surowością świata i ludzi. Choć i tu nie brak namiętności.



„Dostatek” Crummeya to przede wszystkim saga rodzinna obejmująca niemal dwieście lat z życia dwóch zwaśnionych ze sobą rodów: Devine’ów i Sellersów, z seniorami rodzin, którzy do tej wzajemnej niechęci doprowadzili, na czele: wdową po Devinie (przez wielu mieszkańców nazywanej nie bez powodu wiedźmą) i Królówką Sellersem. Źródło tego konfliktu, które zostanie przed czytelnikiem odsłonięte w pewnym momencie, to cudowna opowieść sama w sobie. A  takich pojedynczych epizodów, opowiastek, dykteryjek w samej fabule, prowadzonej w sposób fragmentaryczny, odnajdziemy mnóstwo. Każda z nich natomiast składa się na opowieść o ludziach, których życie w większości napędzane jest przez fatalne zrządzenia losu, nieszczęśliwe miłości. Ludziach, którzy kochają i nienawidzą, kierują się żądzą zysku bądź chęcią zemsty, mają swoje większe i mniejsze tajemnice, popełniają różnego typu niegodziwości. Boją się lub budzą strach. Jak na sagę przystało, bohaterów tutaj bez liku i rzeczywiście momentami można się pogubić w gąszczu rodzinnych koligacji i międzyrodzinnych zależności – drzewa genealogiczne jak najbardziej przydatne. Ale otrzymujemy sagę z bohaterami naprawdę nietuzinkowymi, każdy jest tutaj jakiś, każdy ma ciekawie poprowadzoną historię i niebanalną kreską pociągnięty portret, nawet jeśli nie jest bohaterem wiodącym. Najlepszym przykładem niech będzie wątek pani Gallery (nawiedzanej przez ducha męża) i księdza Phelana, który z lubością pomagał wdowie z uporaniem się z nieproszonym gościem z zaświatów, czerpiąc z tego niemałe korzyści cielesne.

Crummey zachwycił mnie także formą swojej powieści. Opowiada nieśpiesznie, a fabułę buduje fragmentarycznie, z drobnych elementów, krótkich opowiastek, dygresji – czasami zabawnych, czasami przerażających, czasami smutnych,  tak różnorodnych jak z różnej materii utkana jest nić ludzkiego żywota.  A że Crummey ma niezwykły dar opowiadania – czyta się to wyśmienicie.

Choć za sprawą Crummeya odwiedziłam wyspę smaganą chłodnymi, nieprzyjemnymi wiatrami, to jednak wyspę, na której kipi od emocji. Wspaniała, choć nietypowa, podróż do świata zawieszonego gdzieś na pograniczu rzeczywistości i magii. Niezapomniane spotkanie z oryginalnymi mieszkańcami Paradise Deep.
Ach, i to zakończenie!

Bookowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz