niedziela, 1 maja 2016

„Pionek” – Małgorzata i Michał Kuźmińscy



Małgorzata i Michał Kuźmińscy


Pionek


Wydawnictwo Dolnośląskie


2016


Stron: 440


Miejsca zbrodni

Dla niecierpliwych

Państwo Kuźmińscy przekonali mnie do siebie już pierwszym kryminałem z antropolożką Anką Serafin i dziennikarzem Sebastianem Strzygoniem w rolach głównych. O ile „Śleboda” była dla mnie odkryciem i pozytywnym zaskoczeniem, o tyle „Pionek” po prostu ugruntował moją opinię o autorach. To pierwsza liga polskiego kryminału. Tym razem autorzy zabierają nas na Śląsk. W latach 80. i na początku 90. lokalną społecznością wstrząsa seria makabrycznych zabójstw kobiet, za które dość szybko skazany zostaje Norbert Pionek, nazwany Wampirem z Szombierek. Sprawa wampira odżywa teraz, rozgrzewając opinię publiczną – a wszystko za sprawą brutalnego morderstwa studentki gliwickiej politechniki. Ponieważ Serafin i Strzygoń interesują się postacią Pionka, ich dociekliwość i grzebanie w starych sprawach komuś bardzo są nie na rękę. Robi się naprawdę gorąco. A Serafin i Strzygoń nie mogą się czuć na Śląsku bezpiecznie - najlepiej gdyby w ogóle wyjechali. Jeśli lubicie kryminały, w których liczy się nie tylko ciekawa i misternie skonstruowana intryga kryminalna, ale także dbałość o wiarygodnie nakreślone tło społeczne i wiarygodnie motywacje bohaterów, kryminały mocno zakorzenione w rzeczywistości – powieści Kuźmińskich powinny spełnić wasze wymagania. Nie ma tutaj co prawda żadnej innowacyjności, ale jest solidnie odrobiona lekcja z pisania wciągających od pierwszych stron kryminałów.



Dla dociekliwych

Po pierwszy kryminał państwa Kuźmińskich z Anką Serafin i Sebastianem Strzygoniem sięgałam bez przekonania i raczej przede wszystkim z miłości do Tatr, bo akcję „Ślebody” autorzy umieścili u stóp Giewontu właśnie. Ponieważ jednak otrzymałam kryminał naprawdę świetnie napisany, z interesującymi bohaterami i ciekawą intrygą, po drugą część sięgnęłam bez wahania, spodziewając się kryminału, który nie zawiedzie moich oczekiwań. Cóż mogę napisać – Kuźmińscy są w formie! Od „Pionka” podobnie jak wcześniej od „Ślebody” nie mogłam się oderwać. I pal licho, że autorzy akcję przenieśli z pięknych Tatr na górniczy Śląsk.

Norman Pionek, znany jako Wampir z Szombierek,  to seryjny morderca, który właśnie kończy odsiadkę za makabryczne zbrodnie na młodych kobietach. Tymczasem w Gliwicach dochodzi do morderstwa młodej studentki tamtejszej politechniki. Demony przeszłości odżywają, przypominając społeczności o zbrodniach sprzed lat. Dla Sebastiana Strzygonia, który swoją dziennikarską karierę aktualnie związał z prowadzeniem autorskiego bloga, sprawa Pionka wydaje się chwytliwym tematem i sposobem, by rozszerzyć grono followersów i wypłynąć na szeroki wody. Do pomocy angażuje Ankę Serafin, antropolożkę, z którą los połączył go wcześniej przy okazji sprawy zabójstwa górala z Murzasichla. Ta akurat z grupą studentów architektury pracuje nad tematem śląskich miejsc zbrodni. Szybko okazuje się, że drążenie tematu wampira komuś się bardzo nie podoba. I Anka, i Sebastian otrzymują jednoznaczne sygnały, by nie mieszali się do lokalnych spraw. Nie będzie im jednak dane spokojnie opuścić Gliwic przed rozwiązaniem sprawy. A ta okazuje się rodzić coraz więcej pytań i wątpliwości nie tylko odnośnie bieżącej sprawy, ale też morderstw z przeszłości. Ktoś prowadził wcześniej i prowadzi obecnie niebezpieczną grę. Kto ustala zasady tej gry i ustawia pionki?

„Nie mógł oglądać tych bzdur. Farmazonów o seryjnych mordercach o IQ wyższym od średniej wyciągniętej z profesorów Sorbony i Oxfordu, którzy prowadzą z policją subtelne gry językowe, między jedną a drugą zbrodnią podczytują Szekspira, układają ciała ofiar w ikebany i mandale, a zabijają w rytm faz Księżyca. Niebywałe, że ludzie wierzą w takie bajki.” – piszą autorzy o jednym z bohaterów, policjancie,  i chyba jednocześnie słowa te stanowią wykładnię ich myślenia na temat kryminałów. U Kuźmińskich znajdujemy bowiem świat realny do bólu, rzeczywistość niepodrasowaną na potrzeby atrakcyjnej historii. Prawdziwe bolączki i prawdziwe emocje. Prawdziwych ludzi. Oczywiście autorzy dbają o to, by fabuła była dla czytelnika wciągająca i z każdym rozdziałem umiejętnie podsycają ciekawość, myląc tropy. W końcu to przede wszystkim kryminał. Ale podobnie jak w przypadku  „Ślebody” nie tracą z oczu społecznego tła swojej historii – dostajemy zatem Śląsk z familokami, starymi kopalniami, ale też nowoczesną architekturą, takie znakomite miejsce dla hipsterów. Bohaterowie mówią śląskim dialektem – a jakże. Kuźmiński dbają, by ich historia na każdej płaszczyźnie – od językowej po psychologiczną – była po prostu wiarygodny. Podzielenie fabuły na dwie płaszczyzny czasowe nie jest może zabiegiem w żaden sposób nowatorskim, a często w kryminałach stosowanych, ale sprawdza się tutaj znakomicie. Jedna oś akcji dotyczy lat 80. i początku 90. Związana jest z postacią Wampira z Szombierek. Dzięki niej poznajemy i obserwujemy nieszczęśliwe dzieciństwo młodego Norberta Pionka, popychadła i obiektu drwin, chłopca o niskim poczuciu wartości i licznych kompleksach. Obserwujemy jego dorastanie – to ma nas zbliżyć do poznania motywów jego postępowania i odpowiedzi na pytanie, co doprowadza do tego, że zło rodzi się w człowieku. Być może do zrozumienia Pionka. A to znajdziemy dopiero przez połączenie tej przeszłości z teraźniejszością. I choć rozwiązanie okaże się oczywiście przemyślane i dobrze umotywowane, to z pewnością okaże się też zaskakujące. Sama historia kryminalna, intryga, tło społeczne  zostały przez małżeństwo Kuźmińskich dopracowane w szczegółach. Nie do końca kupuję natomiast bliskie relacje, w jakie z mieszkańcami Śląska wchodzą nasi bohaterowie: Anka wikła się w dwuznaczną relację ze studentem architektury, a Bastian nagle z lekkoducha i egoisty zaczyna przeinaczać się w statecznego faceta, chcącego zbudować prawdziwy dom z poznaną na Śląsku kobietą po przejściach. Cóż – grubymi szwami połączonego zostały te relacje.

Już po „Ślebodzie” Kuźmińscy dołączyli dla mnie do pierwszej ligi polskich autorów kryminałów, a „Pionkiem” udowodnili, że nie znaleźli się tam przypadkowo. Ich powieści to naprawdę rasowe kryminały – wciągające, przemyślane, z misternie skonstruowaną intrygą.

Bookowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz