środa, 6 lipca 2016

„Włóczędzy” – Yiyun Li



 
Yiyun Li



Włóczędzy



Tłumaczenie: Michał Kłobukowski



Wydawnictwo Czarne, 2010



Stron: 416




Człowiek człowiekowi...

Bo cóż takiego widzi pan na tym świecie, żeby dziecku warto było nań przychodzić? No niech mi pan powie. Proszę wskazać choćby jeden ważny powód” (s. 386) – zwraca się do rozmówcy w ostatnich scenach powieści jeden z głównych bohaterów. Problem z podaniem tego jednego powodu ma nie tylko młody mężczyzna pragnący potomka, ale również czytelnik – oczywiście w odniesieniu do pełnego beznadziei świata, jaki wykreowała w swojej powieści Yiyun Li. Gdyby to była kreacja…  – autorka oddała w swojej debiutanckiej powieści realia życia w Chinach końca lat 70. I choć jej opowieść jako taka to fikcja literacka, bohaterowie tej opowieści zrodzili się w wyobraźni autorki, to jednak samo tło historyczne, system, w jakim przyszło żyć bohaterom – odmalowała w powieści przeraźliwie wyraźną i prawdziwą kreską. Sięgając po „Włóczęgów”, musicie się przygotować na lekturę miażdżącą i bolesną, ale równocześnie literaturę z najwyższej półki – znakomicie napisaną, gdzie temat, kreacje bohaterów, styl, estetyka całej powieści –zasługują na najwyższe noty.




21 marca 1979 roku. Miasteczko o nazwie Błotnista Rzeka. Tego dnia w tym mieście stracona ma zostać dwudziestoośmioletnia Shan, córka miejscowego nauczyciela, kiedyś zagorzała zwolenniczka maoizmu, potem skazana na śmierć za poglądy kontrrewolucyjne buntowniczka. W całym mieście łopoczą obwieszczenia zwołujące ludność na publiczną uroczystość zdemaskowania i potępienia opozycjonistki. Ku przestrodze innych. To wydarzenie, będące zawiązaniem akcji, jest jednak pretekstem do przyjrzenia się życiu innych mieszkańców miasta – widzom ostatniego aktu życia Shan. Są wśród nich młodzi i starzy, zwolennicy i przeciwnicy reżimu, biedni i bogaci. Przekrój społeczeństwa. Jest spikerka radiowa Kan (niegdyś szkolna koleżanka skazanej), dobrze ustawiona dzięki pozycji męża i teściów; są rodzice skazanej, przede wszystkim ojciec – kiedyś wykładowca uniwersytecki, za poglądy niewygodne władzy zdegradowany do roli miejskiego nauczyciela; jest małżeństwo Hua – para staruszków żebraków, którzy przez lata przygarniali i wychowywali znalezione (czytaj: wyrzucone przez rodziców) dziewczynki; jest młody opozycjonista Jialin czekający tylko na sposobność wyrażenia sprzeciwu wobec władzy. Ale są też bohaterowie dziecięcy: niepełnosprawna fizycznie (a przez to traktowana przez rodzinę jak piąte koło u wozu) dwunastoletnia Nini, jest kilkuletni Tong, który wraca do rodziców po latach spędzonych u dziadków na wsi, przez co jest obiektem szykan ze strony rówieśników. Różna sytuacja społeczna, rodzinna, finansowa tych bohaterów powoduje, że raczej trudno znaleźć w ich życiorysach jakiś punkt wspólny. Jest jeden – ta sama beznadziejność i niepewność egzystencji. 

Mnogość bohaterów to nie tylko wielość znakomicie poprowadzonych ludzkich historii, wokół których trudno przejść obojętnie. To także mnogość po mistrzowsku skreślonych portretów postaci, do których trudno przykładać prostą miarę pozytywny-negatywny. I choć tylko małżeństwo Hua można dosłownie nazwać włóczęgami, to w gruncie rzeczy każdy z bohaterów jest takim życiowym rozbitkiem, kloszardem, któremu trudno odnaleźć miejsce w istniejącym świecie.  To świat odarty z orientalnej urody, świat, w którym  człowiek człowiekowi wilkiem. Piekło chińskiego reżimu, w którym „dzisiejsi rzeźnicy jutro będą mięsem na kuchennej desce. (s. 401) A nóż, którym dziś podrzynają gardła, kiedyś rozpruje ich własne, bo jak mówi rozgoryczony i pozbawiony jakichkolwiek złudzeń nauczyciel Gu: wbrew temu, co słyszymy przez megafony, siłą napędową historii nie jest rewolucyjna siła, tylko ludzkie pragnienie, żeby wleźć komuś na kark, a potem obsrać go i obszczać do woli.”(s. 386). Co najbardziej przejmujące i przerażające w historiach tych bohaterów – zaplątanie ich w pozornie błahe wydarzenie, zdawałoby się nieistotne zbiegi okoliczności w dramatyczny sposób zmieniało bieg ich życia.

Najtrudniej pisze mi się o książkach, które zrobiły na mnie największe wrażenie. „Włóczędzy” do tego rodzaju literatury przynależą. Przez wzgląd na temat to książka bolesna i trudna, przez wzgląd na temat – ważna. Ale to przede wszystkim kawał doskonałej literatury. Yiyun Li w sposób mistrzowski operuje słowem – choć obok opowiedzianych historii  trudno przejść obojętnie, bo wywołują całą gamę przeróżnych emocji, to jednak sam styl autorki pozbawiony jest patosu - oszczędność, surowość, powściągliwość to jego dominanty.   

Nie przypuszczałam, że nie będę mogła oderwać się od powieści, która dotyka tak trudnej tematyki i której lektura jest jednak przede wszystkim bolesnym doświadczeniem. Ot mistrzowska ręka pisarki. 


Bookowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz